Forum jest dostępne tylko do czytania. Ewentualne pytania do księży prosimy zadawać im przez e-mail (zobacz listę adresów).

Autor Wątek: Modlitwa przed jedzeniem  (Przeczytany 34578 razy)

Offline opornik

  • Użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 169
Modlitwa przed jedzeniem
« dnia: Pon, 23.05.2005, 19:34 »
 
Modlitwa przed jedzeniem


Błogosław Panie Boże nas i te dary Twoje,
które z Twej szczodrobliwości spożywać mamy,
abyśmy Cię chwalili.
Przez naszego Pana, Jezusa Chrystusa. Amen.


Pobłogosław Panie Boże nas,   
pobłogosław ten posiłek i tych którzy go przygotowali,
i naucz nas dzielić się chlebem i radością ze wszystkimi.
Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.



Przedstawione wyżej, najpierw tradycyjna, a następnie nowoczesna modlitwa przed jedzeniem, z pozoru niewiele tylko się różnią. Lecz w takim razie po co dokonano zmiany? Nowa modlitwa wydaje się nie zawierać niczego złego, przeciwnie, reprezentuje tę postawę beztroskiej radości, która obecnie, w przekonaniu wielu osób, uchodzi za istotę chrześcijaństwa. Niestety, nie zdają sobie one sprawy z rzeczywistego charakteru owej religijności, którą ujawnić może dopiero analiza porównawcza obu tekstów.

Obydwie modlitwy, w prawie jednakowych słowach, zwracają się do Boga - na początek z prośbą, aby pobłogosławił nas. Lecz od tego miejsca zaczynają się istotne różnice. Modlitwa nowoczesna wyraża poza tym pragnienie Bożego błogosławieństwa dla posiłku oraz ludzi z nim związanych i najwyraźniej uznaje temat za wyczerpany.

Na pierwszy rzut oka, jak już wspomniano, nie widać w tym niczego złego; dopiero przy porównaniu ujawnia się arogancja, z jaką nowoczesność odnosi się do Boga. Bo tradycyjna modlitwa, mająca także formę prośby, przede wszystkim uznaje Dawcę, przez co podkreśla aspekt dziękczynienia. Zamiast naturalistycznie: "posiłek", mówi do Boga: "dary Twoje", po czym dodaje jeszcze, że pochodzą one z Jego "szczodrobliwości".

Tymczasem nowoczesność o potrzebie podziękowania Bogu nic nie wie. I nawet trudno się temu dziwić, skoro tutaj ów posiłek zdaje się pochodzić tylko od "tych którzy go przygotowali". W rezultacie tylko ludziom należy się jakaś wdzięczność, rzeczywiście też wyrażona w tej modlitwie, natomiast Bóg potraktowany jest w sposób bezduszny.

Z kolei obydwie modlitwy starają się osiągnąć jakiś wyższy cel, wykraczający poza sam posiłek. Modlitwa tradycyjna wyraża go jasno i jednoznacznie, nadając mu od razu formę zobowiązania: "abyśmy Cię chwalili". Jest to przypomnienie podstawowej racji istnienia i zarazem ostatecznego celu człowieka, jakim jest wieczność, a w niej sam Bóg.

W zupełnym przeciwieństwie do tego, modlitwa nowoczesna nie widzi innego wymiaru poza doczesnością, ani innego celu poza człowiekiem. A jeśli dostrzega jeszcze Boga, to jedynie po to aby Go poniżyć, przez sprowadzenie do roli pomocnika w ludzkich zamiarach. Przekonajmy się zatem, jak może wyglądać wyświadczanie ludziom dobra, gdy jest ono pojmowane w sposób tylko ludzki.

Zgłaszana jest więc najpierw kolejna prośba: "naucz nas". Sformułowanie to nie jest jednoznaczne, bo można je też zrozumieć jako warunek dalszego działania, czyli po prostu wymówkę. Następnie nowoczesność obiecuje chleb i radość, nawet nie tylko dobroczyńcom, lecz wszystkim. Niewątpliwie, pragnieniu dzielenia się chlebem trudno jest cokolwiek zarzucić - wobec głodnych to obowiązek. Natomiast zamiarom rozdawania radości warto przyjrzeć się nieco bliżej.

Jak chrześcijanie powinni wiedzieć, istnieją po dwa rodzaje niektórych upragnionych przez ludzi dóbr, na przykład jedności, pokoju i właśnie radości. Z jednej strony jest to co oferuje świat, z drugiej to co przynosi Chrystus. Nie tylko są one różne, ale i wzajemnie sprzeczne. Dobitnie wyraża to Pismo święte, mówiąc o pierwszym: "Biada wam, którzy się teraz śmiejecie" (Łk 6,25); zaś o drugim: "Radujcie się zawsze w Panu" (Flp 4,4).

Który więc rodzaj radości jest nam tu obiecywany? Wskazówką jest fakt, iż owa radość jest wymieniana razem z chlebem, tak jakby miała związek z najedzeniem się. Co jeszcze istotniejsze, nowoczesna modlitwa nie zwraca się do Boga z prośbą, aby najpierw tych dzielących się obdarzył swoją, nadprzyrodzoną radością. Takiej radości żaden człowiek z natury w sobie nie ma, a wobec tego jedynym czego realnie możemy oczekiwać, jest jej fałszywa światowa namiastka, potocznie zwana też wesołością.

Podsumowując, można wyrazić przekonanie, iż nowoczesna religijność uznaje Boga za istotę wyższą - skoro zwraca się do Niego z prośbami. Natomiast nie dostrzega już w Nim istoty lepszej, godnej aby Jej służyć i Ją uznawać za cel - w czym zresztą naśladuje demony. A wobec tego celem staje się sam człowiek i jego doczesne tylko potrzeby - w tym przypadku chleb i igrzyska. Tym samym, nowoczesna religijność nie jest zdolna wznieść się ponad poziom typowego pogaństwa.

Zapewne, niejeden zwolennik nowości poczuje się zaskoczony tą konkluzją, stwierdzając że on sam nie ma takiego nastawienia. Mając nadzieję że jest to prawda, należało jednak ukazać tym osobom, w czym rzeczywiście biorą udział. Biorą bowiem udział w poniżaniu Boga, które ktoś rozmyślnie zamierzył. Takiego zamiaru dowodzi z kolei fakt, że omawiana tu modlitwa nie jest wcale jakimś szczególnym wyjątkiem. Identyczny wynik da podobna analiza każdego przypadku religijnych reform, z Mszą świętą na czele. A oceniając owoce, można już chyba ustalić tożsamość tak zwanego "nowego ducha", który od około czterdziestu lat inspiruje rzekomą odnowę Kościoła.
 
nioł Pana zakłada obóz warowny
wokół bojących się Jego i niesie im ocalenie

Offline Gasparus

  • Użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 83
Modlitwa przed jedzeniem
« Odpowiedź #1 dnia: Wto, 15.11.2005, 12:18 »
Coz, temat moze sie na pierwszy rzut oka wydac banalnym, ale w rzeczywistosci jawi mi sie to jako przyklad pewnej smutnej tendencji. A mianowicie zastepowania tresci nadprzyrodzonych przez myslenie niemal naturalistyczne.

 Prosze zwrocic uwage na nowe kanony eucharystyczne i dawny Kanon. W tym tradycyjnym juz na poczatku jest mowa, ze ofiaruje sie za wszystkich prawowiernych wyznawcow wiary katolickiej i apostolskiej - pro omnibus orthodoxis catholicae ac apostolicae fidei cultoribus. Co znajdujemy w nowych modlitwach eucharystycznych? Modlimy sie juz za wszystkich, ktorzy Boga szczerym sercem szukaja... To znaczy, ze zanikaja podstawowe rozroznienia, jakich zawsze dokonywal w swym umysle katolik -  na wiernych i niewiernych albo pogan, prawowiernych i heretykow, sprawiedliwych i grzesznikow. W skutek tego coraz mniej uwzglednia sie laske Boza, jej wplyw i koniecznosc (to, co nadnaturalne). Nie dostrzega sie juz tego aspektu prawie w cale, tak w nowej mszy, jak i w modlitwie przed i po posilku. Spycha sie w nich Boga niemal na pozom rowny czlowiekowi.

Offline Gasparus

  • Użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 83
Modlitwa przed jedzeniem
« Odpowiedź #2 dnia: Wto, 22.11.2005, 18:06 »
Co do wywodów na temat zmian, jakie zachodzą w Kościele od zawsze , zachodziły i zachodzić będą. odsyłam do dzieła kard. Newmana O rozwoju doktryny chrześcijańskiej. Rozwój jest naturalnym procesem, któremu podlega też Kościół, z procesem zaś rozwoju mają miejsce zmiany. Zmiany te w przypadku Kościola mają zawsze swe głębokie uzasadnienie, które je legitymuje. Cały rozwój liturgii, tak na Zachodzie, jak i na Wschodzie, dytktowany był walką z herezjami i podkreślaniem i akcentowaniem prawowiernej, klarownie ujętej w definicje dogmatyczne doktryny, jak np. Transsubstancjacji i Rzeczywistej Obecności czy nawet postawowej prawdy wiary o Trójcy Przenajświętszej. Ogrommną rolę odgrywały też w całym tym procesie rozwojowym próby zwiększenia pobożności, nabożeństwa i kultu wewnętrznego.
 Wypowiedź o pierwwzych chrześcijanach w XIII w. do mnie nie przemawia, bo większość naszych współwyznawców z okresu prześladowań nie mogło sobie pozwolić na posiadanie świątyni, Najśw. Ofiarę składano w katakumbach, albo po domach. Było oczywiste, że z chwilą wyjścia z podziemia również chrześcijanie będą mieli swoje świątynie. Ot i naturalny rozwój!!!
_______________________________________________________

 Co zaś się tyczy modlitwy pzred jedzeniem widać tu nawet poważny regres. Pierwsza, tradycyjna modlitwa jest idealnie przemyślana i stanowi swoistą małą perełkę. Idealnie potrafi połączyć doczesność z wiecznością i transcendencją. A mianowicie przez uzmysłowienie w trzeciej linijeczce celu, w jakim chrześcijanin spożywa posiłek. Aby móc realizować Boski Plan  Opatrzności, aby spełnić i móc w doczesności spełniać swój nadprzyrodzony obowiązek oddawania Chwały Bożej. Jest to zarazem nawiązanie do celu ostatecznego człowieka, jakim jest zbawienie duszy i oddawanie Bogu w Trójcy Jedynemu w Niebie.
 Tymczasem druga modlitwa jeste spłycona i nie może się oderwać od swej doczesności, nie jest w stanie wzbić się ponad nią. Ta napisana jakby na kolanie modlitwa nie wskazuje nam już Boga jako swoistego celu, do którgo mielibyśmy dążyć; wręcz przeciwnie, cczłowiek cieszy się tu pełną niezależnością. Ma się on uczyć od Boga zaledwie dzielić się chlebem i radością. Tylko co to konkretnie oznacza oznacza? Tylko że człowiekowi nie zawsze jest dane mieć choćby chleb, często ma on sam nawet za mało, by móc się dzielić z kimkolwiek. W takiej sytuacji ta modlitwa może pasować jak pięść do nosa, bo dobrobyt i radośc nie są stanem permanentnym, ani koniecznym. Widać zatem dodatkowy poważny brak - brak uniwersalizmu, powszechności. Brak też na pewno nawiązania do wieczności - nie możemy przecież zapominać, że chleb to coś, co w życiu wiecznym nie będzie miało zbytnio racji bytu...
 Podsumowując nowa modlitwa jest nie dość że bez polotu, to ponad to daleka od sensus Catholicus.